Sobota jak każda inna.
Wstałam za sprawą Młodego mego o 6:27.
Myślałam, że skoro Mężulek do pracy nie idzie, to i Młody da nam pospać dłużej.
Myliłam się okrutnie.
Mleko, zabawa, itd.
Zasnął z powrotem zaraz po ósmej.
Nie było już najmniejszego sensu się kłaść koło nich (tak, tak, śpi z nami), skoro zamierzałam dziś przepuścić atak na ciuchlandzik.
Powiedzmy, że atak okazał się udany

Moi mężczyźni się wyspali w ciszy i spokoju.
Tatuśkowi się należy, bo codziennie wstaje wcześniej i wychodzi, a Młody jak wiadomo drzemka po nocnym śnie - obowiązkowa
Czasami dołączam do niego i jest bosko

Potem gotowanie obiadku dla Młodego, dla nas, sprzątanie, pranie tego co zostało zakupione

Moich Panów trzeba było wyeksmitować z domu, albowiem czekało na mnie prasowanie zaległe (porażka, wam też się tego tak uzbiera zawsze dużo?), a Młodego raczej nie widzę w tym czasie w domu (jeden pokój).
Bałabym się o niego w związku z żelazkiem.
Strach pomyśleć o chwili nieuwagi.
Brr.
Na koniec dnia zostało mi z listy do wykonania tylko tiramisu.
Uwielbiam

Się zawzięłam.
Zrobiłam.
Chłodzi się w lodówce na jutro.
Przepis prosty jak tralala, a efekt cud, miód, malinka

A samo tiramisu pewnie długo nie postoi.
Mam w domu łasucha wielkiego

Lista zadań na dzień dzisiejszy została wykonana w 100 %.
Ja za to czuję to w krzyżu, całych plecach i nogach.
A teraz jest 23:00, a ja zamiast leżeć obok moich Panów w łóżeczku cieplutkim i pod kołderką, siedzę i nadrabiam Wasze wpisy.
Miejcie litość
Sobota zaliczona.
W mordę strzelił
Dzień jak co dzień.
Oprócz tiramisu
BUZIAKUJĘ, PA
-
kaminkowa:
Pokaż wszystkie (1) ›